Sauna a odchudzanie

Nie było mnie przez kilka dni w okolicy, bo cholernie nie ma czasu, ale wrócimy do tego kiedyś, bo chciałbym pochwalić się moimi dystansami na nordic walking (prawie po 20km:) )

Czy sauna odchudza? To pytanie na dziś.
Czytałem, że pół godziny sauny, to nawet 900 kalorii. Cholera, ja na 900 kalorii muszę biegać ponad godzinę, a czasem i więcej, przy czym jak wiadomo zużywają się stawy, występuje katabolizm i inne akcje.

Nie mam oczywiście zamiaru rezygnować z biegania, ale raz na jakiś czas wolałby walnąć się w gorącej saunie i zapomnieć trochę o bożym świecie.

Co Wy na to?

Jak walczyć ze słodyczami

Ostatnio w komentarzach dziewczyny mnie trochę postraszyły (chyba dziewczyny) ksandra i rdza zagroziły mi, że mogę mieć grzyby, które zmuszają mnie do jedzenia ze słodyczami.

Jednak całkiem niedawno miałem badania krwi i nic takiego nie wyszło. Ksandra jesteś młodą osobą jak widzę po wpisie, a masz sporą wiedzę i zmusiłaś mnie do działania, bo przez Ciebie przeczytałem jakieś 20 artykułów o tych grzybach.

Wydedukowałem z tego, że nie są takie groźne, ale faktycznie mogą wywoływać łaknienie.

Można je „zabić” za pomocą kilku prostych trików. Spróbuję pić sok z cytryny i gorzkie warzywa przez pewien czas, zobaczymy jak wyjdzie.

Z drugiej storny JAK MAM UTRZYMAĆ CUKIER WE KRWI? Przecież nie da się nie jeść cukru. Dziś cały dzień nie myślę o słodyczach, ale mam mały pociąg (kac). Chyba tak czują się palacze gdy nie palą 🙂

Nie mam dobrego pomysłu na to aby to jakoś skutecznie zwalczyć i żeby było zdrowo. Doradźcie coś.

Dałem ciała z planem na bieganie

No cóż, porażki się zdarzają i ja także należę do tych którzy je odnoszą. Nie mam zamiaru kłamać jaki to jestem zajebisty i że zrealizowałem mój plan…

https://chudnijszybko.wordpress.com/2012/08/23/bieganie-podobno-najskuteczniejsze-jest-rankiem/

Na pozątku miałem biegać na czczo, później co 2-3 dni, a teraz zrobiłem już niestety 4 dni przerwy i najlepszym rozwiązaniem będzie zaczać od nowa.

Dlaczego poległem?
Kilka wymówek by się znalazło.
– w czwartek wolne, w piątek zaspałem i wstałem o 9 (musiałem iść prosto do pracy), w sobotę byłem na wyjeździe pracując od 7 rano, wróciłem o 00,17 w niedzielę, czyli dziś.
Dziś z kolei zrobiłem mały spacer, gdyż na bieganie mnie nie stać, jestem padnięty, wstałem o 11.

Tłumaczą się winni?
Niechaj i tak będzie. Jednak wierzcie mi, nadrobię to! Zrealizowałem już wiele planów, zrealizuję i ten. I porażki są potrzebne, bo dają wiadro zimnej wody na twarz. Gdyby zawsze wszystko się udawało, to prawdopodobnie szybko mi się to znudziło, a gdy jest walka, to jest i motywacja.

Dziś do pracy, a raczej do nowych postanowień zmotywował mnie wpis koleżanki Jeu, wpis o bieganiu.
Chyba też zaraz wyskoczę na mały jogging.

P.S. W ostatnim czasie mam cholerny problem ze słodyczami! Nie mogę tego w ogóle ogarnąć. Macie jakieś pomysły?